![]() |
| Księga wspomnień
2009 listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj 2005 luty 2004 lipiec maj luty styczeń 2003 wrzesień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad Archiwum w formacie rtf Ilustracje... Milady Milady w stylu lat '20 Milady rysowana szybko Disclaimer Opowieść o Milady była prowadzona od roku 2002 do, mniej więcej, 2004. Urwała się z powodu wielkich zmian w życiu autorki. Na stronie znajduje się archiwum całego tekstu w formacie rtf, który można sobie ściągnąć i czytać. Autorka wróciła na blog, gdzie zajmie się półprywatnymi wynurzeniami i fikcją. Notki czasem będą dublować się z blogiem oficjalnym, notkostrony.blox.pl, ale to właśnie tutaj znajdować się będzie zaciszny, bezpretensjonalny kącik - moja przytulna, mroczna jaskinia. Kim jest Milady? Nazywano mnie Moira, jednak ja tego nie pamiętam.
Na własne oczy oglądałam wydarzenia przynajmniej jednego stulecia, chociaż sama nie mogę w to uwierzyć. Moje wspomnienia przypominają rozsypaną, niekompletną układankę. Moja moc została okaleczona. Starzy wrogowie podążają za mną niczym cienie. Niech jednak nie myślą, że tak łatwo im ze mną pójdzie. Trafili na twardy orzech do zgryzienia... Ukłony dla Mistrzyni wilczka.blog.pl Ta opowieść nigdy by nie powstała bez mojej Mistrzyni oraz Marcina. Dzień, zwykły dzień Sherinellka Ghoul heavy metalowy Juma w czerni, ale oświetlona kagankiem. Mroczna Młoda Dziennik takiej ktosi Zajrzyjcie tutaj A Neil Gaiman też prowadzi bloga :-) |
Running wild Zaczęłam rozdział dziesiąty i właśnie napisałam scenę, w której występują aż dwie postacie, których nie lubi G., a jedna, której nie lubi mój Luby. Naprawdę wyrzuciłabym ją ze względu na niego, ale to drugi tom i trochę byłoby głupio zabijać główną bohaterkę tylko z takiego powodu. Natomiast sceny potrzebuję do nadania książce sensu. Znaczy, między innymi spaja wątki. Co do drugiej postaci, czytelnik nie zna jej wcześniejszych wersji, a ja jestem, mam nadzieję, trochę już za stara i zbyt „naumiała”, żeby stworzyć Prometeę, czyli istotę we współczesnym świecie wyklętą jako Mary Sue. W czasach sprzed Internetu mówiło się „tylko nie napisz postaci doskonałej” i nie doszukiwano się zbyt wielu detali... ale sieć widocznie ma swoje prawa. Od początku bohaterowie są dla mnie nośnikiem historii i jedyne, co mogę zrobić, to sprawić, żeby opowieść brzmiała prawdziwie, żeby była ciekawa. Scena, o której mowa jest tak dokumentnie popieprzona, że chyba wynagradza występowanie w niej nielubianych postaci. „Jak poznać, czy jesteś rzeczywista?” No właśnie. milady 2009-11-29 21:13:22 skomentuj (0) Przelotem
Dziewiąty rozdział i dość potężne zmęczenie materiału. Ale piszę twardo. Książka jednak, dla dobra piszącego, nie powinna liczyć sobie więcej niż 600 k znaków. Kiedyś chciałoby się skończyć i poczuć się jak autor, a nie jakieś takie nie wiadomo co. milady 2009-11-09 17:59:45 skomentuj (0) Karkołomnych metafor c.d Oto, do czego prowadzi opowiadanie karkołomnych metafor przed snem (nic to, że narciarską parabolę ściągnęłam z własnego zdziczałego ni to opowiadania, ni to powieści pt. Eter). Otóż śniłam, że znalazłam się w górach. Niewątpliwie w Polsce, bo kolejka do wyciągu była ogromna, a ludzie skwaszeni i ogólnie nieprzyjemni. Wyjęłam składane (???) narty i przypięłam je do butów, ustawiając optymalną długość. Jakiś facet zaczął się ze mnie nabijać, że co te narty takie malutkie, że stoję jak ofiara, że lepiej zabrać mnie ze stoku i przenieść na oślą łączkę itp. Nic to - palancie, myślę sobie, zobaczysz. Przypomniałam sobie jak się stoi i zaczynam szusa w dół. Jadę sobie, aż w połowie stoku orientuję się, że na dole nie ma wyciągu, a pod górę idą na piechotę ludzie, którzy dopiero przyjechali samochodami w góry i zaczynają sezon. Żadnych krzesełek, nic! No cholera, myślę sobie, będę teraz zapierniczać jodełką pół góry… i z tym moim kolanem… ale nie takie rzeczy się robiło, najwyżej się spocę. Bo przecież umiem jeździć, damn it…! W tym momencie sen przełączył się na inny program, więc nie wiem, czy dotarłam do tych cholernych krzesełek, żeby spokojnie jeździć sobie po całej wielkiej górze. Ludzie, no ratunku. Tworzenie zbyt daleko pociągniętych paraboli na jawie to rozumiem, ale we śnie?! nieco podłamana milady 2009-10-20 20:23:18 skomentuj (0) Narciarstwo. Albo pisarstwo. Whatever.
Jestem w ósmym rozdziale. Gdzieś w połowie. Oznacza to, że mam za sobą siedemdziesiąt parę procent książki i weszłam w fazę paniki - „OMGjakajajestemdodupy, ten i ów napisał 3 książki w międzyczasie nigdysięnieprzebiję”. milady 2009-10-19 23:35:03 skomentuj (1) Daktyle barhi... ...przypominają podłużne, twarde, żółte śliwki i smakują trochę jak gruszka ulęgałka wczesną jesienią, a trochę jak słodki zielony groszek. Zasadniczo to trochę jest taka nieulężona ulęgałka, gdyż daktyl musi przezimować i dopiero w takim stanie, scukrzonym na drzewie, można go dostać w Polsce. Tambylcy jedzą go także w dwóch innych fazach dojrzałości, a we Francji można dostać wszystkie trzy. Pewnie sprowadzane z Algierii. Bałam się zjeść tego więcej, żeby nie dostać sraczki, ale... No dobrze, ten czwartek był rewelacyjny. Najpierw wyszedł mi patch-clamping na błonie komórkowej, a potem na całej komórce. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że jest to technika, za pomocą której - przy udziale szklanych mikropipetek i mikroskopu - zasysa się komórkę, a potem albo wyrywa jej kawałek błony, albo podnosi w całości do drugiej pipety, wypuszczającej chemikalia. Pic polega na tym, że potem w komórce mierzy się prąd. Jeżeli oczywiście komórka ma receptory, dzięki którym takowy generuje, np. jest to neuron albo dodaliśmy jej receptory sztucznie. Nasz prowadzący wyjaśnił, że jemu opanowanie tej techniki zajęło parę tygodni. Mam nadzieję, że jutro będę pamiętać :) Później na mieście znalazłam sklep marzeń mojego dzieciństwa......... Czego tam nie było! Mikroskopy, teleskopy, łamigłówki, lornetki, zioła do zasiania, pomoce naukowe wszelkiej maści, z każdej dziedziny jaką można sobie wyobrazić... książki i leksykony - dwadzieścia lat temu, co ja mówię, nawet piętnaście, zabiłabym za większość z nich. Kupiłam sobie termometr z barometrem i pomiarem wysokości ^^ jest śliczny i powieszę go w salonie albo sypialni :) Ostatecznie zakupiłam też tartę ze świeżymi figami, po czym wróciłam do hotelu, gdzie oddałam się konsumpcji owej tarty oraz wyżej wymienionych daktyli barhi. W Bordeaux to normalnie można żyć :D Chwilo, trwaj :) milady 2009-09-24 21:21:41 skomentuj (0) Ze Sthasznej Frhancji po haz kolejny Koncepcja pisania we wrześniu powoli idzie się rozmnażać. Organizatorzy konferencji są dobrymi organizatorami i pilnują, żeby młody naukowiec się nie nudził, a młody naukowiec ma dość rozumu, żeby korzystać z okazji i networkować. Umknął mi polski odpowiednik tego słowa. „Nawiązywać kontakty” nie oddaje wszystkich znaczeń. Francuzi nie są tacy straszni, jak ostatnim razem - a przynajmniej mam taką nadzieję po dniu pierwszym. Ludzie skoszarowani razem ze mną też są fajni. Pomaga, że każdy przyjechał z innego labu, na własną rękę, nie ma grup i grupek. Mam już za sobą dwa tygodnie innych zjazdów i konferencji i trochę mnie to zaczyna męczyć - liczba wykładów, których można wysłuchać z uwagą, jest liczbą skończoną, ilość wrażeń, które podlegają bezbolesnej absorpcji również. Ale ogólnie jestem bardzo zadowolona. Założenie było takie, żeby po zmianie dziedziny nauki w ciągu roku osiągnąć ten sam lub większy poziom wiedzy, jaki przez trzy lata zdobyłam w biologii nowotworów. I to (chyba) działa. Powoli przestaję być naukowym Rincewindem. Może coś jeszcze ze mnie będzie. Zwłaszcza teraz, kiedy po kilku latach wiem, że nie jestem tylko mózgiem na kijku, że mam prawo do własnego życia, zainteresowań, przekonań i antypatii... Zostało mi ok. 240 tys znaków, czyli ponad 2 miesiące pisania. Końcówka może się przeciągnąć na jesień, chociaż jak najszybciej postaram się wrócić do stałego tempa. Nie ma mowy o dłuższych przestojach, rozplanowałam już sceny aż do 10 rozdziału, trzeba to tylko napisać. Gdzieś w środku zabieganej, rozgadanej, promieniującej duchem współzawodnictwa career woman wciąż siedzi ta marzycielska dziewczynka, która lubi godzinami przyglądać się biedronkom na źdźbłach trawy. milady 2009-09-14 22:37:28 skomentuj (0) Przelotem Nic szczególnego, po prostu daję o sobie znać. Opieka nad kotem jest zajmująca. Jestem mniej więcej w połowie siódmego rozdziału. Powieść przyjmuje już rozmiary powieściowe. Dość zmęczona. Plany wampirów i plany magów posypały się odpowiednio. Lloyd się wpienił. Gabiś ryczy i ma powody. Timothy kombinuje. Eunice to źródło chaosu. Julius jest zadowolony jak prosiak. Do czasu... milady 2009-08-09 12:33:09 skomentuj (0) |