| miladyblog - archiwum: Karkołomnych metafor c.d |
| Strona główna |
Karkołomnych metafor c.dOto, do czego prowadzi opowiadanie karkołomnych metafor przed snem (nic to, że narciarską parabolę ściągnęłam z własnego zdziczałego ni to opowiadania, ni to powieści pt. Eter). Otóż śniłam, że znalazłam się w górach. Niewątpliwie w Polsce, bo kolejka do wyciągu była ogromna, a ludzie skwaszeni i ogólnie nieprzyjemni. Wyjęłam składane (???) narty i przypięłam je do butów, ustawiając optymalną długość. Jakiś facet zaczął się ze mnie nabijać, że co te narty takie malutkie, że stoję jak ofiara, że lepiej zabrać mnie ze stoku i przenieść na oślą łączkę itp. Nic to - palancie, myślę sobie, zobaczysz. Przypomniałam sobie jak się stoi i zaczynam szusa w dół. Jadę sobie, aż w połowie stoku orientuję się, że na dole nie ma wyciągu, a pod górę idą na piechotę ludzie, którzy dopiero przyjechali samochodami w góry i zaczynają sezon. Żadnych krzesełek, nic! No cholera, myślę sobie, będę teraz zapierniczać jodełką pół góry… i z tym moim kolanem… ale nie takie rzeczy się robiło, najwyżej się spocę. Bo przecież umiem jeździć, damn it…! W tym momencie sen przełączył się na inny program, więc nie wiem, czy dotarłam do tych cholernych krzesełek, żeby spokojnie jeździć sobie po całej wielkiej górze. Ludzie, no ratunku. Tworzenie zbyt daleko pociągniętych paraboli na jawie to rozumiem, ale we śnie?! nieco podłamana milady 2009-10-20 20:23:18 skomentuj (0) |