| miladyblog - archiwum: Ze Sthasznej Frhancji po haz kolejny |
| Strona główna |
Ze Sthasznej Frhancji po haz kolejnyKoncepcja pisania we wrześniu powoli idzie się rozmnażać. Organizatorzy konferencji są dobrymi organizatorami i pilnują, żeby młody naukowiec się nie nudził, a młody naukowiec ma dość rozumu, żeby korzystać z okazji i networkować. Umknął mi polski odpowiednik tego słowa. „Nawiązywać kontakty” nie oddaje wszystkich znaczeń. Francuzi nie są tacy straszni, jak ostatnim razem - a przynajmniej mam taką nadzieję po dniu pierwszym. Ludzie skoszarowani razem ze mną też są fajni. Pomaga, że każdy przyjechał z innego labu, na własną rękę, nie ma grup i grupek. Mam już za sobą dwa tygodnie innych zjazdów i konferencji i trochę mnie to zaczyna męczyć - liczba wykładów, których można wysłuchać z uwagą, jest liczbą skończoną, ilość wrażeń, które podlegają bezbolesnej absorpcji również. Ale ogólnie jestem bardzo zadowolona. Założenie było takie, żeby po zmianie dziedziny nauki w ciągu roku osiągnąć ten sam lub większy poziom wiedzy, jaki przez trzy lata zdobyłam w biologii nowotworów. I to (chyba) działa. Powoli przestaję być naukowym Rincewindem. Może coś jeszcze ze mnie będzie. Zwłaszcza teraz, kiedy po kilku latach wiem, że nie jestem tylko mózgiem na kijku, że mam prawo do własnego życia, zainteresowań, przekonań i antypatii... Zostało mi ok. 240 tys znaków, czyli ponad 2 miesiące pisania. Końcówka może się przeciągnąć na jesień, chociaż jak najszybciej postaram się wrócić do stałego tempa. Nie ma mowy o dłuższych przestojach, rozplanowałam już sceny aż do 10 rozdziału, trzeba to tylko napisać. Gdzieś w środku zabieganej, rozgadanej, promieniującej duchem współzawodnictwa career woman wciąż siedzi ta marzycielska dziewczynka, która lubi godzinami przyglądać się biedronkom na źdźbłach trawy. milady 2009-09-14 22:37:28 skomentuj (0) |